poniedziałek, 16 czerwca 2008

Storm

Przechodził tuż obok suchego drzewa, jedynego na słomianej polanie. Powietrze było suche i ciążyło w płucach, z każdym kolejnym haustem. Przysiadł na wystającym korzeniu, wyciągnął z pokrowca kartkę, ołówek i zaczął rysować. Jego brązowe oczy zmieniały kolor na ciemnozielony za każdym razem, gdy spoglądał w niebo.

„W świetle księżyca są najpiękniejsze, powiedziała pewna osoba, tak czarne, niczym przestrzeń kosmiczna, nieznająca światła gwiazd. Wiesz jednak co twoje oczy różni od wszechświata? Z nich bije żywy ogień... błyszczą, kosmos tylko świeci.”

Uśmiechnął się obserwując śnieżnobiałe chmury, pośpiesznie wędrujące do ciepłych krajów. Ich ściężką błękitne niebo. Jego dłoń samodzielnie kreśliła kolejne kreski na białym skrawku papieru, jakby nie miał nad nią kontroli. Na białym tle pojawiały się skromne zalążki mgły, by przeradzać się w pokaźne obłoki. Wiatr zarzucił ciemne, długie włosy na jego oczy, jednak nie przejmował się tym. Doskonale widział, nawet w ciemności. Ot tajemnica błyszczących oczu. Skończył dzieło, starannie składając kartkę na pół. Włożył ją do plecaka, by nareszcie wsłuchać się w towarzyszący mu wiatr, łagodnie wprawiający każde zaschnięte źdźbło trawy w ruch.



Delikatny uśmiech na jego ustach z chwili na chwilę zanikał, przeradzając się w smutną i nad wyraz przygnębioną minę. Ogarniało go cierpienie. Serce rozrywało na tysiące kawałków. W świetle księżyca błysnął srebrny pierścień na palcu wskazującym jego prawej dłoni. Przyjżał się kolejny raz wytopionym w pierścieniu symbolu krzyża. Wiatr wciąż rozwiewał jego włosy, jednocześnie gładząc delikatnie zarumienione policzki.

Wyciągnął gitarę i zaczął grać prosty rytm... Miał problemy ze zgraniem słów piosenki wraz z grą... dopiero tydzień uczył się grać. Jednak nie poddawał się. Brnął do przodu. Zmienił się nie do poznania przez ostatnie miesiące.

Usilnie dążył ku swoim celom, nie oddawał niczego bez walki. Probówał, wierzył i miał nadzieje, że uda mu się spełnić wszystkie swe marzenia. Jednak wraz z kolejnymi doświadczeniami... kolejnymi porażkami i przejawami cierpienia... tracił nadzieję.
Zwracał się wtedy do przyjaciół, w tym do Niego. Bo tylko On mógł go wyprowadzić z tego chaosu.
Dlatego ufał... ufał bezgranicznie, choć nadzieja go często opuszczała.
Wielu nazywało go niepoprawnym optymistą, gdyż brnął przed siebie nieustannie powtarzając „będzie dobrze, bo zostaliśmy stworzeni do szczęścia”. Szczęście jednak, to chwila, która trwa bardzo krótko... czymże jednak byłaby owa radość bez cierpienia, ranienia i zła? Niczym... nie byłaby magiczna, nie byłaby wyjątkowa... Bo byłaby codziennością. Ludzie często nie doceniają tego, co im w życiu przypadło doświadczyć... nie zauważają pozytywów w tych nie zawsze przyjemnych doświadczeniach...

Jak każdy człowiek będący w zasięgu szalejącej burzy życia, on był oszołomiony i zdezorientowany tym, co wokół niego się dzieje. Ledwo utrzymywał się na nieokiełznanych falach, nieustannie bijących o niego, podtapiających. Umiał dobrze pływać w wodzie... lecz nie w życiu. Warto w takich chwilach sięgać po pomoc... są ludzie, którzy tego się podejmą i wyciągną dłoń. Jednak on pamiętał też, że są sytuacje, w których trzeba samemu wyciągnąć dłoń, by wspomóc inną osobę. Starał się to zauważać i pomagać kiedy tylko siły mu na to pozwalały.

Żył dla innych... bo kochać drugą osobę to piękny dar, który został nam, ludziom, podarowany.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

"Ludzie często nie doceniają tego, co im w życiu przypadło doświadczyć... nie zauważają pozytywów w tych nie zawsze przyjemnych doświadczeniach..."
Obyś i Ty to zapamiętał, życzę Ci z całego serca.