Przymknąwszy oczy, choć na chwile wsłuchał się w głosy miasta oślepiających świateł. Muzyka go chłonęła tak silnie, że całe jego ciało z nią współgrało. Harmonia każdego instrumentu współgrała z harmonią jego rąk, stóp, głowy, ust. Wszechpotężna równowaga pomiędzy życiem, a śmiercią jakby została przerwana, nagięta poprzez podróż do zupełnie innej rzeczywistości, która... zniknęła w mgnieniu oka.
Usłyszał krótki i donośny dźwięk komórki. Spojrzał na biurko i chwycił energicznie za telefon, jednocześnie wyciszając muzykę. Spojrzał na wyświetlacz... serce zabiło mu tak silnie, niczym młot uderzający o stal, gdy kowal wyrabia kolejny ogromny miecz, dla równie potężnego rycerza w świetlanej zbroi.
Twarz pobledła, stając się niczym ściana w starym pokoju 2 na 3 metry kwadratowe... na piętrze po prawej stronie... z dębowymi drzwiami i małą niebieską lampką, która co wieczór była zapalana, by jeszcze choć przez chwile pamiętać o blasku słońca.
Na ciele, skóra zesztywniała, a drobne, rozrzucone po niej grudki podkreśliły swoje istnienie, stawiając każdy mały włosek na nogi.
Odrzucił ją... po czym szybko oddzwonił na ten sam numer, by wkrótce usłyszeć ten łagodny, jakże dobijający go we wnętrzu głos... Trudno mu było cokolwiek wyrzucić z siebie... mówił więc, jak najwiarygodniej potrafił, byle tylko nie ukazać tego, co czuje.
- Zapomniałeś już o mnie?
„Nigdy nie popełnie tego błędu”. Nie odważył się...
- A jak myślisz?
Nie wiedziała... albo nie chciała wiedzieć. Co za różnica... nie powiedział. Nie mógł tego z siebie wykrztusić. Dłoń trzymająca telefon coraz silniej drżała... coraz silniej. Bał się w pewnej chwili, że upuści telefon, albo go za moment zgniecie. Tak bardzo ogarniała go złość... był wściekły wręcz... dlaczego? Bo nie zapomniał... bo kochał... Zaklnął w myślach swoje emocje i uczucia usilnie klejące się do serca. „Jedna miłość – jedno życie”, pomyślał za chwile. Uśmiechnął się mimowolnie, wciąż czując ten ucisk w klatce piersiowej... jednak słabł... z każdą kolejną sekundą.
- Widziałem cie dziś w kościele – powiedział.
- Aha... i co?
Uśmiech znów zniknął z jego ust. Jej głos znów zacisnął pętle wokół gardła.
„Pięknie wyglądałaś.”
- Nic... tak po prostu chciałem powiedzieć.
Krótko, zwięźle.. następne pytania niczym go już nie zaskakiwały. Co robi? Jak u niego? ... Jak zawsze... Starał się walczyć z wredotą życia... z tą cholerną świadomością, że musi się w życiu cierpieć.
„Boże, pomóż...”
Odłożyła słuchawkę. On odetchnął z ulgą, jednak w chwile później znów zadzwoniła.
„Po co...”, pomyślał. Nie chciał, a jednak pragnął wciąż słyszeć jej głos. Znów oddzwonił. Przeżywał to samo, co za pierwszym telefonem... jednak silniej. Miał taką nadzieję, ogromną, oślepiającą jak te światła z miasta.
Pytała o to samo, jakby zapomniała o tym, o czym rozmawiali przez paroma minutami. Wreszcie coś pękło... On opowiedział o tym, jak jego rodzina się dowiedziała. Ona zaszokowała go wiadomością, że jej matka popłakała się z tego powodu, że już jego nigdy nie zobaczy. Łzy mimowolnie napłynęły mu do oczu, gdy dotarło to do jego świadomości.
„Zakończ już to wreszcie”.
- No, to ... cześć.
- Cześć.
To już przeszłość. Cząstka wielkiego uniwersum zapomnianych stronic nie wydanej w odpowiednim momencie książki. Puste kartki wciąż czekają... by je wyrwać i narysować kolejny abstrakcyjny szkic przedstawiający obcych, kwiaty, parę przesiadującą na moście tuż nad niewielkim, górskim bajorkiem, czy też serca przebite tysiącem gwoździ... lub misie-mikołaje.
I tym sposobem znów z trudem łapie powietrze w płuca. Nadchodzą wakacje, nadchodzi słońce, ciepłe dni i rozgrzany piasek plaży. Wybierzemy się tam kiedyś razem... będziemy pływać, tak jak na basenie, no nie?
Zagrajmy w inną grę... tą,
w którą jeszcze nigdy nie graliśmy.
Wsłuchajmy się w słowa
Nigdy nie wypowiedziane.
Postaraj się, spojrzeć na mnie
I naprawdę ujrzeć moje serce.
Czy naprawdę sądzisz,
Że mógłbym pozwolić
Na to, by zniknęło,
Co łaczyło nas.
Ty sprawiłaś, że wierze
Że żyje, tak, jak żyć mi
Przykazano.
Za ten czas wdzięczny
Ci jestem, do końca życia...
Wiecznego.
Cichej nocy i powrotu zapomnianych marzeń.
sobota, 19 kwietnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
wiersz naprawdę piękny, taki bardzo szczery, podoba mi się.. jak i również to opowiadanie ;)
no więc zapomniałem się, ale tylko na chwilę, żeby nie było :)
Następny post napiszę ja . to opowiadanie powinno być dokończone przez Ciebie, bo fajnie się zaczyna, z resztą jak wszystkie twoje dzieła.
Wiersz też fajny, no i cóż mogę więcej powiedzieć..one love, one life, one blog ->
Wszytsko, co jest tu zamieszczone jest piękne, bo płynie prosto z serca. Życie rózne płata nam figle, ale opatrzność nie zna pojęcia czystego przypadku. Tak więc trzeba iść dalej i pozbywać się słabości krok po kroku [...] Wiara Ci pomoże, wiemy o tym dobrze.
Wyjątkowo ciekawe i "prawdziwe". Wiersz prosto z serca choć chyba pisany pod wpływem impulsu. No to tyle ode mnie:)
Prześlij komentarz