Podążąjąc za poradą Karola, umieszczam tu krótki fragment z opowiadania, które już dawno temu zakończyłem (a pisalem rok, może nawet dwa lata temu, nie pamiętam i nieważne). Składa się ono z 5 odcinków i łącznie ma około 60 stron... Oto fragment pierwszego "odcinka".
Episode one: The beginning.
Ranek, wyczekiwany od dawna dźwięk budzika - jest punkt 7:00. Zack powoli wygramolił się z dużego, dwuosobowego lóżka i wcisnął mały przycisk na elektronicznym budziku. Był drugi września 2007 roku. Za oknem było jeszcze gorące lato, termometr przyczepiony do szyby wskazywał 27 stopni. Z czasem jeszcze temperatura wzrośnie.
"Już czas do szkoły" - pomyślał. Zack był wysokim, z budową ciała niemalże atlety, szesnastoletnim chłopcem. Wchodząc do łazienki spojrzał w lustro i odgarnął ciemne, długie włosy, które opadały mu na jaskrawo-zielone oczy. Odkręcił zimną wodę z kranu, nabrał trochę w dłonie i przemył ją twarz.
- Ach.. Od razu lepiej - powiedział sam do siebie łapiąc za biały ręcznik i wycierając nim twarz. Po tym umył zęby, ubrał się w czarną koszulkę z kołnierzem i trzema rozpiętymi guzikami, wciągnął ciemno-zielone bojówki i do bocznej kieszeni włożył czarny telefon z klapką.
W kuchni było jak zwykle pusto. Niebieski kolor ścian nadawał jej zarazem chłodny jak i przytulny nastrój. Zack włożył trzy kiełbaski do mikrofalówki i ustawił czas na jedną minutę, po czym wyjął z lodówki ketchup w plastikowej butelce. Z szuflady obok zlewu wyciągnął widelec i nóż drugą ręką wyciągając z chlebaka trzy kromki czarnego chleba.
Mikrofalówka zaczęła dawać znać o świeżo podgrzanych kiełbaskach z chilli, które jako jedyne były w lodówce prócz ketchupu i małego niebieskiego pudełeczka z wczoraj już zrobioną kanapką do szkoły.
Koło 7:15 Zack był już syty i gotowy do szkoły, wyciągnął z lodówki starannie zapakowaną w srebrnawą folie aluminiową kanapkę i włożył ją do dolnej kieszeni czarnego plecaka Nike.
Spoglądając na zegarek zaczął rozmyślać, co by tu jeszcze zrobić.. Przecież szkoła jest niedaleko a jest dopiero 7:16. Rozmyślając tak przeszedł do swojego pokoju, w którym było biurko z rozłożonym i włączonym laptopem, małą, czarną lampką i jednym zdjęciem włożonym w kosztowną, drewnianą oprawkę ze złotymi ozdobami. Na starym zdjęciu widniała dziewczyna, 10 letnia, z czarnymi, długimi włosami i przepięknymi niebieskimi oczami. Zack złapał za zdjęcie i położył się na łóżku.
- Ech... Ciekawy zbieg okoliczności Elie - mówił do zdjęcia - Dlaczego pojawiasz się w moim życiu w najmniej spodziewanej chwili?
Chłopiec przeleżał tak jeszcze kilka minut, kiedy zorientował się, że już za piętnaście ósma. Zerwał się energicznie z lóżka, złapał za portfel i wrzucił go do drugiej kieszeni w spodniach, klucze i plecak. Sprawdził jeszcze czy we wszystkich pomieszczeniach są powyłączane urządzenia, wyłączył laptopa i wyszedł z domu zamykając go na klucz.
Zbiegając ze schodów piętrowca spotkał panią Gene.
- Dzień dobry! - krzyknął odruchowo mało co nie wpadając na staruszkę.
- Dzień dobry, Zack. Już do szkoły? - odpowiedziała.
- No! Pierwszy dzień! - krzyknął chłopiec.
Pani Gene usłyszała tylko trzask drzwi od klatki. Uśmiechnęła się do siebie i zaczęła wspinać po schodach. Była to niska staruszka o zielonych oczach i siwych włosach opadających jej na ramiona. Mimo wieku miała wciąż swój kobiecy urok i wyglądała na dość młodą kobietę jedynie z pomalowanymi włosami na szaro.
Zack biegł przez jakiś czas aż dotarł do mostu nad jeziorem, które dzieliło jego osiedle od miasta. Na przeciwko była już widoczna szkoła - Liceum Ogólnokształcące, jedna z trzech szkół średnich w Wilmington, małym miasteczku liczącym nieco ponad 30 000 mieszkańców. Wilmington było spokojnym miastem o własnym uroku i przepięknych krajobrazach wzgórz, jeziora i doliny, przez którą wiodła droga międzymiastowa prowadząca do Cincinnati. Zack dotarłszy do szkoły rozejrzał się po podwórzu, po którym przechadzały się inni uczniowie czekający na pierwszy dzwonek. Tuż przed nim pojawił się Maxwell Silven, jego nowy kolega z klasy. Max podszedł do niego.
- Cześć - powiedział Zack uśmiechając się łagodnie do Maxa stojącego obok.
- Siema - odpowiedział. Silven był ubrany w firmowe jeansy z Lee i granatowy t-shirt. Na prawym ramieniu wisiał brunatny plecak z masą kieszeni i białą naszywką pantery. – Zack prawda?
- Tak, chodzimy do tej samej klasy.
- Super.. Fajne buty, gdzie kupiłeś? - zapytał z zaciekawieniem Max, spoglądając na czarne adidasy z białymi pasami i tego samego koloru sznurówkami opadającymi na brukowany chodnik prowadzący do wejścia szkoły.
- Dzięki. Kupiłem je niedaleko w sklepie sportowym, jak chcesz to możemy się po szkole wybrać do niego i sobie pooglądać. Może jakieś Tobie wpadną w oko i sobie kupisz? - zaproponował Zack.
- Czemu nie? Byłoby świetnie - odpowiedział zachwycony pomysłem Max.
Dwójka chłopaków weszła do środka. Główny korytarz poprzedzała swoista weranda z betonowymi schodami, po prawej stronie od wejścia było pomieszczenie woźnego, z którego można było obserwować wszystkich ludzi, którzy wchodzili bądź wychodzili ze szkoły. W pomieszczeniu siedział niski, siwo włosy mężczyzna z brodą i wąsami tego samego koloru. Do granatowej koszuli była przyczepiona plakietka: „Woźny: Graham Jones”. Jego okrągłe, jasno-niebieskie oczy dawały wrażenie, że jest miłą i dobrą osobą.
Zack kiwnął głową na znak przywitania. Uprzejmość odwzajemnił woźny, także skinąwszy głową.
Obydwaj uczniowie wbiegli po schodach i weszli przez szerokie, białe drzwi.
Korytarze były wąskie jednak wysokie, na rogu każdego z nich, tuż przy suficie była usytuowana kamera chroniąca bezpieczeństwa zarówno na przerwach jak i na lekcjach.
- Mamy lekcje pod salą 71, to na samej górze, chodź! - zaproponował Max. Zack skinął głową i razem z Silven’em weszli na drugie piętro szkoły.
Przed klasą było już koło 20 osób. Większość stanowiły dziewczyny, a wśród nich Zack zauważył znajomą twarz.. Jednak już 6 lat starszą. Dawna jego przyjaciółka, która niestety nie poznała chłopca podczas rozpoczęcia szkolnego. Zack jednak nie zapomniał o niej i odkąd ją ujrzał nie mógł przestać o niej myśleć. Max razem z nim podeszli do klasy i przywitali się z chłopakami. Było ich razem sześciu : Max , Zack , Filip , Wojtek , Danny i Matthew. Jednak na liście widniało jeszcze jedno nazwisko. Jeden z chłopaków nie był na rozpoczęciu szkolnym. Zacka bardzo to zastanawiało mimo to, że jeszcze go nawet nie widział na oczy.
_________________
Od dziś pewna bardzo bliska osoba zaczęła okreslać mnie terminem "Evil Angel"... podsunęła mi także pewną piosenkę, która z owym pojęciem się łączy. Oto i ona:
_________________
Na tym zakończymy dzisiejszą notkę.. Dlaczego? Bo mało miejsca jest...
Anyway, jak zaplanowałem, tak ową "publikacje" zakończe.
Otóż dzisiaj się rozgadałem ze znajomymi na wiele mniej lub bardziej filozoficznych tematów. Przykładem może być owy fragment rozmowy z Martą Sz., z którą to rozmawiałem na temat mojego "zamknięcia" na jakiekolwiek zewnętrzne bodźce wysyłane przez inne osoby. Oto mała scenka z naszej rozmowy:
Marta Red 00:00:25
Mateuszku otwórz się :D
whiteeraven 00:00:45
Aaaaaaa! *wyciąga nóż i rozpruwa sobie klatke piersiową*
whiteeraven 00:00:52
...może być ?
...
Peace and Love [or else].
signed: white raven
czwartek, 1 maja 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
hmm.. ciekawie sie zapowiada to Twoje opowiadanie, strasznie dużo opisów, wyobraźnia działa, widać. ta, a teraz Mateusza przyodziejemy w piórka i będzie taki sobie Evil Angel :D z rozprótą klatką piersiową :D
a propos, czerwona krew nieźle współgrać będzie z czarnymi skrzydłami xd.
Bóg, Twoja historia, niewypełnione serce i trudna do przebicia osobowość. Tą rozmowę, w której oboje doszliśmy do wniosku, że jesteś aniołem opętanym przez diabła zapamiętam chyba do końca życia. :D
- Mateusz?
- Ehe?
- Ty mi pasujesz do Evil Angel...
- ...Że do kogo?
Opowiadanie - jak moja poprzedniczka napisała - zapowiada się całkiem ciekawie. Czekam na kontynuacje. :)
Put me to sleep, Evil Angel.
Open your wings, Evil Angel.
Fly over me, Evil Angel.
Why can't I breathe, Evil Angel
Ależ się rozpisałam... Powodzenia życze wam chłopaki. ;)
Prześlij komentarz